Inteligentne ładowanie w domu bez inteligentnego licznika. Dlaczego prosty DLM ma dziś największy sens - BLOG - Greenkick
Prywatne stacje ładowania

Inteligentne ładowanie w domu bez inteligentnego licznika. Dlaczego prosty DLM ma dziś największy sens?

Jeszcze kilka lat temu inteligentne ładowanie samochodu elektrycznego w domu było domeną entuzjastów technologii. Rozbudowane systemy pomiarowe, dodatkowe liczniki energii, komunikacja Modbus, integracja z falownikiem, aplikacje producentów i całe ekosystemy, które miały same decydować, kiedy i z jaką mocą ładować auto. Na papierze wyglądało to świetnie. W praktyce często kończyło się frustracją użytkownika, wysokimi kosztami instalacji i systemem, który był bardziej skomplikowany niż sam problem, który miał rozwiązać.

Dziś rynek dojrzewa. Coraz więcej użytkowników domowych, ale też coraz więcej instalatorów, zaczyna zadawać inne pytania. Nie „jak najbardziej zaawansowane”, tylko „jak najbardziej rozsądne”. Nie „jak połączyć wszystko ze wszystkim”, tylko „jak zrobić to tak, żeby działało zawsze i bez kombinowania”.

W tym kontekście prosty system dynamicznego zarządzania mocą oparty wyłącznie na przekładnikach prądowych, bez inteligentnego licznika energii, zaczyna wyglądać nie jak kompromis, ale jak najlepsza możliwa decyzja dla domu jednorodzinnego.

Czym naprawdę jest DLM w domu i dlaczego bez niego ładowanie EV szybko przestaje być komfortowe?

Dynamic Load Management w instalacji domowej nie ma nic wspólnego z „inteligencją” w marketingowym sensie. Jego rola jest bardzo przyziemna i bardzo konkretna. Ma pilnować, aby ładowanie samochodu elektrycznego nie przeciążyło instalacji i nie spowodowało zadziałania zabezpieczeń głównych.

Dom jednorodzinny to środowisko dynamiczne. Obciążenia pojawiają się i znikają w sposób, którego nie da się sensownie zaprogramować „na sztywno”. Pompa ciepła startuje w zimie w losowych momentach. Płyta indukcyjna potrafi w kilka sekund podnieść pobór mocy o kilka kilowatów. Do tego piekarnik, bojler, klimatyzacja, suszarka, a czasem wszystko naraz.

Jeżeli w tym samym czasie samochód zaczyna ładowanie pełną mocą, instalacja dostaje impuls, na który często nie jest przygotowana. Efekt jest przewidywalny. Wyłączenie zabezpieczenia, przerwane ładowanie, niezadowolony użytkownik i telefon do instalatora.

DLM nie ma za zadanie optymalizować rachunków ani sterować energią w skali mikrosekund. Jego zadaniem jest zapewnienie stabilności. I właśnie dlatego sposób jego realizacji ma tak ogromne znaczenie.

Klasyczne podejście oparte na inteligentnym liczniku i jego realne konsekwencje

Najczęściej spotykane na rynku rozwiązania DLM bazują na inteligentnym liczniku energii. Licznik montowany jest w rozdzielnicy głównej i mierzy całkowity pobór mocy budynku. Dane te są następnie przesyłane do stacji ładowania, która na ich podstawie reguluje prąd ładowania pojazdu.

Technicznie to rozwiązanie działa. Problem w tym, że w domu jednorodzinnym bardzo często jest to niepotrzebnie skomplikowane.

Dochodzi koszt samego licznika, dodatkowe okablowanie, konfiguracja komunikacji, czasem konieczność stosowania określonego protokołu, czasem integracja z innymi urządzeniami w budynku. Każdy z tych elementów zwiększa złożoność systemu i zmniejsza jego odporność na błędy.

W praktyce oznacza to więcej czasu na montaż, więcej czasu na uruchomienie i więcej sytuacji, w których „teoretycznie wszystko jest poprawnie, ale nie działa”. A dom to nie jest miejsce, w którym użytkownik chce regularnie sprawdzać status komunikacji pomiędzy licznikiem a ładowarką.

Alternatywa, która wygrywa prostotą

Zupełnie inne podejście polega na rezygnacji z inteligentnego licznika i zastosowaniu klasycznych przekładników prądowych, zakładanych bezpośrednio na fazy zasilające budynek. W praktyce wystarczą trzy przekładniki typu CT, dopasowane do średnicy przewodów, z przewodem o długości kilku metrów.

Przekładniki te są podłączane bezpośrednio do stacji ładowania, do dedykowanych wejść pomiarowych. Nie do osobnego urządzenia, nie do systemu pośredniego, nie do chmury. Stacja ładowania dostaje surową, rzeczywistą informację o prądzie płynącym w każdej fazie.

I to wystarcza.

Nie ma tu żadnej magii ani skomplikowanej logiki. Jest czysta fizyka i szybka reakcja.

Jak taki DLM działa w codziennym użytkowaniu?

System działa w czasie rzeczywistym. Jeżeli w domu pojawia się dodatkowe obciążenie, przekładniki natychmiast to „widzą”. Stacja ładowania reaguje, redukując prąd ładowania samochodu. Jeżeli obciążenie spada, prąd ładowania jest automatycznie zwiększany.

Nie ma opóźnień wynikających z komunikacji sieciowej. Nie ma ryzyka, że system „nie zdąży” zareagować. Wszystko dzieje się lokalnie, w obrębie jednego urządzenia.

Dla użytkownika wygląda to banalnie. Samochód się ładuje, a instalacja nie jest przeciążona. I dokładnie tak powinno to wyglądać.

Dwukierunkowe przekładniki prądowe jako kluczowy element całego systemu

W tym miejscu pojawia się detal, który w praktyce decyduje o jakości całego rozwiązania, szczególnie w domach z fotowoltaiką. Przekładniki prądowe stosowane w tym systemie są dwukierunkowe. Oznacza to, że mierzą zarówno pobór energii z sieci, jak i oddawanie energii do sieci.

To fundamentalna różnica w porównaniu z wieloma innymi systemami DLM.

Dwukierunkowość oznacza, że te same trzy przekładniki, zamontowane na fazach zasilających budynek, widzą pełny bilans energetyczny. Widzą moment, w którym dom pobiera energię z sieci. Widzą moment, w którym instalacja fotowoltaiczna produkuje nadwyżkę i oddaje ją do sieci. Widzą także wszystkie stany pośrednie, gdy produkcja częściowo pokrywa zapotrzebowanie domu.

Dzięki temu stacja ładowania nie potrzebuje żadnych dodatkowych informacji, aby podejmować właściwe decyzje.

Dlaczego brak osobnego czujnika PV to ogromna zaleta?

W wielu innych rozwiązaniach, aby uwzględnić produkcję z fotowoltaiki, konieczne jest stosowanie dodatkowego czujnika prądowego dedykowanego wyłącznie do PV, często określanego jako czujnik L4. Taki czujnik mierzy produkcję po stronie instalacji fotowoltaicznej i przekazuje tę informację do systemu zarządzania energią.

Problem polega na tym, że jest to kolejny element, który trzeba zamontować, skonfigurować i zsynchronizować z resztą systemu. Każdy dodatkowy czujnik to kolejne przewody, kolejne złącza i kolejne potencjalne źródło błędów.

W systemie opartym na dwukierunkowych przekładnikach prądowych nie ma takiej potrzeby. Nie stosuje się żadnych dodatkowych czujników do PV. Nie ma osobnych wejść pomiarowych. Nie ma ryzyka, że jeden element „widzi” coś innego niż drugi.

System patrzy na to, co faktycznie dzieje się na przyłączu budynku. I właśnie dlatego jego reakcje są logiczne i spójne.

Jak to przekłada się na autokonsumpcję energii z PV?

Choć nie jest to pełnoprawny system EMS, takie rozwiązanie bardzo dobrze wspiera autokonsumpcję energii z fotowoltaiki. Jeżeli instalacja PV produkuje energię, a dom jej nie zużywa, przekładniki widzą oddawanie energii do sieci. Dla stacji ładowania oznacza to dostępny „zapas” mocy.

W efekcie prąd ładowania samochodu jest zwiększany, a nadwyżka energii trafia do auta zamiast do sieci. Gdy produkcja spada lub w domu pojawia się większe zużycie, stacja automatycznie redukuje prąd ładowania.

Wszystko dzieje się bez dodatkowych czujników, bez prognoz i bez harmonogramów. System reaguje na rzeczywistość, a nie na założenia.

Najczęstsze błędy w domowych systemach DLM i dlaczego tutaj ich nie ma?

W praktyce instalatorskiej powtarza się kilka tych samych problemów. Źle skonfigurowany licznik. Błąd komunikacji. Niespójne dane pomiędzy licznikiem a falownikiem. Przypadki, w których system „myśli”, że jest nadwyżka energii, choć w rzeczywistości jej nie ma.

W rozwiązaniu opartym na przekładnikach prądowych te problemy po prostu nie występują. Pomiar jest bezpośredni. Nie ma warstwy interpretacji. Nie ma ryzyka błędnej synchronizacji.

Albo prąd płynie w jedną stronę, albo w drugą. I to jest jedyna informacja, która jest potrzebna do bezpiecznego sterowania ładowaniem.

Dom to nie laboratorium ani instalacja przemysłowa

Warto to powiedzieć wprost. Domowa instalacja elektryczna nie powinna przypominać instalacji przemysłowej ani laboratorium testowego. Ma działać latami, bez ciągłej ingerencji użytkownika i bez potrzeby regularnych aktualizacji systemu.

Prosty DLM oparty na dwukierunkowych przekładnikach prądowych idealnie wpisuje się w tę filozofię. Jest odporny na zmiany konfiguracji, nie zależy od infrastruktury IT i nie wymaga specjalistycznej wiedzy do codziennej obsługi.

Ekonomia, która przekonuje nawet sceptyków

Na końcu zawsze pojawia się pytanie o koszty. I tutaj przewaga prostego rozwiązania jest bezdyskusyjna. Mniej komponentów oznacza niższy koszt zakupu. Krótszy montaż oznacza niższy koszt robocizny. Mniej elementów oznacza mniejsze ryzyko awarii.

Dla użytkownika końcowego oznacza to realne oszczędności. Dla instalatora oznacza to mniej reklamacji i spokojniejszą eksploatację systemu.

Podsumowanie: Inteligencja, która wynika z prostoty

W elektromobilności bardzo łatwo przesadzić z technologią. Tymczasem w domu liczy się coś zupełnie innego. System, który działa zawsze, reaguje natychmiast i nie wymaga ciągłej uwagi.

Dynamiczne zarządzanie mocą oparte na trzech dwukierunkowych przekładnikach prądowych, podłączonych bezpośrednio do stacji ładowania, jest dziś jednym z najbardziej rozsądnych rozwiązań dla domowego ładowania samochodu elektrycznego. Bez inteligentnego licznika, bez dodatkowych czujników PV i bez niepotrzebnej komplikacji.

To przykład technologii, która nie próbuje być „najmądrzejsza na papierze”, tylko najlepiej działa w rzeczywistości.

Autor:

Paweł Salamonik

Dyrektor Sprzedaży

Email: pawel@greenkick.com.pl

Dodaj komentarz