W ostatnich latach obserwujemy dynamiczny wzrost liczby wniosków o montaż punktów ładowania samochodów elektrycznych w garażach budynków wielorodzinnych. Zgodnie z intencją ustawodawcy procedura ta miała być możliwie prosta, przewidywalna i oparta na jasnych zasadach technicznych. Niestety praktyka coraz częściej wygląda zupełnie inaczej.
Do firm instalatorskich, projektantów i inwestorów trafiają audyty przeciwpożarowe oraz opinie rzeczoznawców ds. zabezpieczeń pożarowych, których treść nie tylko nie pomaga w bezpiecznym zaprojektowaniu instalacji, ale wprost ma na celu zablokowanie montażu ładowarek we wspólnocie mieszkaniowej. Co gorsza, dokumenty te bywają wykorzystywane przez zarządy wspólnot jako wygodny pretekst do odmowy realizacji wniosku mieszkańca.
Ten artykuł powstał na bazie realnej korespondencji pomiędzy inwestorem, firmą instalatorską i pełnomocnikiem prawnym. Pokazuje on mechanizm problemu, wskazuje jednoznacznie, gdzie dochodzi do przekroczenia kompetencji oraz podpowiada, jak mądrze i skutecznie reagować.
Punkt wyjścia: Audyt PPOŻ, który „celowo blokuje” ładowarki
W przedstawionej sprawie inwestor otrzymał audyt przeciwpożarowy, w którym jeden z punktów dotyczących ładowarek został sformułowany w sposób wykluczający ich instalację w budynku wspólnoty mieszkaniowej. Autor audytu poszedł o krok dalej, rekomendując zarządowi wspólnoty wystąpienie o opinię Państwowej Straży Pożarnej, sugerując, że ze względu na istniejące odstępstwa PPOŻ w obiekcie instalacja ładowarek, a być może nawet parkowanie samochodów elektrycznych, jest niedopuszczalne.
Już na tym etapie warto powiedzieć wprost. Tego rodzaju działanie budzi poważne wątpliwości prawne i nie znajduje oparcia w obowiązujących przepisach.
Audyt PPOŻ nie jest dokumentem, który rozstrzyga o dopuszczalności instalacji punktów ładowania. Nie jest też narzędziem, za pomocą którego można zawiesić stosowanie ustawy o elektromobilności.
Co naprawdę decyduje o możliwości instalacji ładowarki?
Podstawowym aktem prawnym regulującym instalację punktów ładowania w budynkach wielorodzinnych jest ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. To właśnie ona wprowadziła mechanizm, który miał przeciąć wieloletnie spory pomiędzy mieszkańcami, wspólnotami i zarządcami.
Zgodnie z art. 12b oraz 12c tej ustawy, o dopuszczalności instalacji punktu ładowania decyduje ekspertyza techniczna. I to jest kluczowe słowo. Ekspertyza, a nie audyt PPOŻ, nie opinia „prewencyjna”, nie rekomendacja rzeczoznawcy pożarowego wydana poza tą procedurą.
Ekspertyza ta określa warunki techniczne, jakie muszą zostać spełnione w związku z instalacją punktu ładowania, w tym również wymagania z zakresu bezpieczeństwa pożarowego. Sporządza ją osoba posiadająca uprawnienia budowlane w specjalności instalacyjnej w zakresie sieci, instalacji i urządzeń elektrycznych i elektroenergetycznych do projektowania bez ograniczeń.
To ustawodawca jasno wskazał, kto i w jakim trybie rozstrzyga o bezpieczeństwie instalacji ładowarki. I nie są to rzeczoznawcy ds. zabezpieczeń pożarowych działający w oderwaniu od tej procedury.
Audyt PPOŻ a ekspertyza z ustawy – dwie różne rzeczy
Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez wspólnoty mieszkaniowe jest utożsamianie audytu PPOŻ z dokumentem, który może blokować inwestycję w ładowarkę. To błąd.
Audyt przeciwpożarowy służy ocenie stanu bezpieczeństwa pożarowego obiektu jako całości. Może wskazywać nieprawidłowości, zalecenia modernizacyjne czy obszary ryzyka. Nie jest jednak narzędziem do rozstrzygania indywidualnych wniosków mieszkańców składanych na podstawie ustawy o elektromobilności.
Co więcej, żaden przepis nie daje audytorowi PPOŻ kompetencji do stwierdzania, że „nie wolno instalować ładowarek”. Tego rodzaju zapisy są wyjściem poza zakres uprawnień.
Odstępstwa PPOŻ w budynku a ładowarki EV
W wielu starszych budynkach występują różnego rodzaju odstępstwa od aktualnych wymagań przeciwpożarowych. Część z nich jest legalna, część wynika z zaniedbań zarządcy, a część z realiów technicznych obiektów wznoszonych kilkadziesiąt lat temu.
Kluczowe pytanie brzmi: czy istnienie takich odstępstw automatycznie wyklucza możliwość instalacji punktów ładowania.
Odpowiedź brzmi: nie.
Ani ustawa o elektromobilności, ani „Wytyczne w zakresie ochrony przeciwpożarowej garaży przeznaczonych do ładowania samochodów elektrycznych” nie zawierają zapisu, który stanowiłby, że obecność odstępstw PPOŻ w obiekcie blokuje instalację ładowarki.
Warunki instalacji określa się w ekspertyzie sporządzanej dla konkretnego punktu ładowania. Ekspertyza ta odnosi się do realnych zagrożeń, proponuje środki kompensacyjne i ocenia wpływ instalacji na bezpieczeństwo pożarowe obiektu. Nie jest rolą ekspertyzy „naprawianie” całego budynku, tylko ocena konkretnego zamierzenia inwestycyjnego.
Nielegalne obciążenia i zaniedbania zarządcy
W praktyce bardzo często okazuje się, że rzeczywistym problemem nie jest ładowarka, tylko nielegalne działania w budynku. Przeciążone instalacje, samowolne przeróbki, brak konserwacji, brak aktualnych przeglądów.
I tu trzeba powiedzieć jasno. Obciążenia wynikające z nielegalnych działań lub zaniedbań wspólnoty nie mogą stanowić podstawy do odmowy instalacji punktu ładowania. To są obowiązki zarządcy, a nie mieszkańca składającego wniosek.
Jeżeli instalacja budynku jest w złym stanie technicznym, wspólnota ma obowiązek ją doprowadzić do zgodności z przepisami. Wykorzystywanie audytu PPOŻ jako „straszaka” wobec mieszkańca jest w takim przypadku próbą przerzucenia odpowiedzialności.
Co więcej, takie działania mogą rodzić konsekwencje prawne dla zarządu wspólnoty.
Rzeczoznawca PPOŻ a przekroczenie kompetencji
W korespondencji bardzo mocno wybrzmiewa jeszcze jeden problem. Coraz częściej rzeczoznawcy ds. zabezpieczeń pożarowych wydają opinie, które wprost rozstrzygają o dopuszczalności instalacji punktów ładowania.
Jest to działanie nieuprawnione.
Rzeczoznawca PPOŻ nie ma kompetencji do zastępowania procedury określonej w art. 12b i 12c ustawy o elektromobilności. Wydając opinię, która de facto blokuje instalację ładowarki, wkracza on w obszar zastrzeżony dla projektantów instalacji elektroenergetycznych posiadających odpowiednie uprawnienia.
Mówiąc wprost, pożarowiec wchodzi na teren elektryka. I robi to bez podstawy prawnej.
Dlaczego opinia PSP nie jest rozwiązaniem?
Częstą praktyką jest również sugerowanie wspólnotom, aby wystąpiły o opinię do Państwowej Straży Pożarnej. Brzmi poważnie, ale w rzeczywistości jest to kolejny sposób na obejście ustawy.
PSP nie wydaje wiążących interpretacji przepisów w indywidualnych sprawach instalacji punktów ładowania. Nie zastępuje ekspertyzy z art. 12b. Wystąpienie o taką opinię często kończy się dokumentem o charakterze ogólnym, który następnie jest wykorzystywany jako argument przeciwko mieszkańcowi.
To mechanizm, który nie ma podstawy prawnej, ale jest niestety skuteczny w praktyce.
Potrzeba systemowego rozwiązania
Opisany problem nie jest jednostkowy. Dotyczy coraz większej liczby firm instalatorskich i inwestorów. Dlatego pojawiła się inicjatywa, aby zebrać głos branży i wystąpić wspólnie do Komendy Głównej PSP oraz właściwego ministerstwa o jednoznaczną interpretację przepisów.
Celem jest jasne wskazanie, że:
- jedyną podstawą rozstrzygnięcia jest ekspertyza z ustawy o elektromobilności,
- audyty PPOŻ i opinie wydawane poza tą procedurą nie mogą blokować instalacji,
- rzeczoznawcy PPOŻ nie mogą przekraczać swoich kompetencji.
Takie stanowisko, poparte przez środowisko instalatorów, projektantów i organizacje branżowe, będzie realnym narzędziem do porządkowania rynku.
Jak powinny reagować firmy instalatorskie i inwestorzy?
Po pierwsze, nie należy przyjmować audytu PPOŻ jako dokumentu rozstrzygającego. Po drugie, warto jasno wskazywać zarządom wspólnot obowiązujące przepisy i procedury. Po trzecie, w przypadku ewidentnego przekroczenia kompetencji przez rzeczoznawcę, należy rozważyć złożenie skargi do organu nadzorującego wykonywanie tego zawodu.
To nie jest konflikt branżowy. To jest obrona porządku prawnego.
Podsumowanie: Czas postawić granice!
Ustawa o elektromobilności miała ułatwić rozwój infrastruktury ładowania, a nie tworzyć nowe bariery. Wykorzystywanie audytów PPOŻ jako narzędzia do blokowania ładowarek jest sprzeczne z jej celem i treścią.
Rolą firm takich jak Greenkick jest nie tylko montaż stacji, ale także edukowanie klientów i porządkowanie chaosu interpretacyjnego. Im szybciej branża zacznie mówić jednym głosem, tym szybciej skończy się proceder, który dziś skutecznie hamuje rozwój elektromobilności w budynkach wielorodzinnych.
Jeżeli ładowarki mają być standardem, prawo musi być stosowane zgodnie z jego brzmieniem, a nie według uznaniowych opinii.